Wyprawa SYBERIA 2013

syberia2013.pl

Wierszyna

 

Noc po burzliwym dniu przyjazdu do Wierszyny spędziliśmy na terenie kościoła, oczywiście na pokładzie - nie mogliśmy zdradzić Syberiobusa. Msza była o 12, więc zarządziliśmy pierwszy dzień bez pobudki. Noc nie była wprawdzie lekka, bo temperatura na zewnątrz oscylowała w okolicach 3 st. C. Dzisiaj udało się też spotkać z panią Haliną Janaszek i przekazać dary, które ze sobą przywieźliśmy. Nie mamy szczęścia, oprócz pożaru, który z oczywistych względów poruszył wieś, tego samego wieczora ktoś zdemolował część Domu Polskiego. Szczęśliwie zniszczenia nie są poważne, sprawa się sprowadza do wstawienia dwóch okien i posprzątania. Skala zniszczeń jest wprost proporcjonalna do wieku wandali. Pani Halina szybko wytypowała, ze 100% trafnością, sprawców. Obaj w wieku wczesnoszkolnym.
Dom Polski w Wierszynie to dosyć duży budynek z kilkoma salami o charakterze świetlicy, kuchnią i łazienką. Prawdopodobnie jest to dawne gospodarstwo typowe dla syberyjskiej zabudowy. Obok dużego zasadniczego domu stoi mniejszy budyneczek – dom letni. Coś na kształt domku działkowego tyle, że 10 metrów od zasadniczego domu – ot, wygoda. Bez stania w korkach, z osobistym dozorem przez cały rok. Domu letniego używa się, jak sama nazwa wskazuje, w lato. Dlaczego? Tego chyba nie wie nikt, taka tradycja.  Oprócz tych dwóch budynków na terenie DP jest jeszcze całkiem pokaźna wiata świetlicowa, podobno niedawno odbyło się tam wesele. Za wiatą kolejny obiekt to muszla koncertowa i zadaszona trybuna, wszystko oczywiście drewniane. W ogóle na Syberii zdaje się nie występować inny budulec poza drewnem. Jest to materiał tak łatwo dostępny i powszechny, że trudno znaleźć miejsce z którego w odległości 200 metrów nie leży jakaś deska, kawałek okorka, lub innego odpadu. Po wsiach walają się natomiast kłody o przekrojach, które w Polsce byłyby objęte ochroną. W samym rogu działki DP znajduje się skansen wsi polskiej. Obiekt dobrze rokuje, chociaż na razie jest jeszcze skromnie wyposażony, może za parę lat będzie to prawdziwe cacuszko. Po mszy ksiądz proboszcz zaprosił nas jeszcze na szybką pożegnalną kawę/herbatę. Po wpisaniu się do księgi pamiątkowej, wymianie kontaktów i wspólnym zdjęciu ruszyliśmy na Olchon.
Po drodze diametralnej zmianie uległ krajobraz. Z zalesionej tajgi prawie jak za ucięciem noża przeszliśmy znowu do krajobrazu stepowego. Stepowego ale mocno pofałdowanego. Udało nam się też zaobserwować całe mnóstwo syberyjskich susłów (nie jest to chyba fachowa nazwa, na wszelki wypadek zdjęcie poniżej). Wg założenia 2 dni na Olchonie mają być relaksem podczas tego męczącego urlopu. Sprawa jednak do końca nie byłą pewna, niepokoił nas prom. Wg informacji z internetu prom miał być pomijalnie małą jednostką i nie było szans na zaokrętowanie autobusu. Z prowadzonej prawie na bieżąco relacji na facebook'u już wiecie, że nie poszło od ręki ale ostatecznie się udało.
Promy na Olchon (mowa o krótkim promie – nie tym z Listwianki) kursuja dwa na przemian. Z pozoru są prawie takie same ale delikatne różnice anatomiczne sprawiły, że mimo niepowodzenia przy pierwszym promie, udało się wjechać na drugi. Pomocni byli dwaj kierowcy rosyjskich autokarów czekający przy przystani na pasażerów. Posiadali niezbędne know how co zrobić kiedy kąt zejścia/wejścia jest niewystarczający. Obsługa promu niespecjalnie paliła się do pomocy przy wjeżdżaniu na prom. Autobus znacznie zaburzył rytm przeprawy. Zwykle z brzegu na brzeg za jednym zamachem jest w stanie przeprawić się kilkanaście samochodów. Z nami popłynęły dwa. W czasie oczekiwania na prom zaczęliśmy już przygotowania do obiadu. Wzbudziliśmy zainteresowanie na brzegu paradując z dwoma garnkami parującej wody – kazano wszystkim poza kierowca opuścić autobus a garnki mogły się zsunąć, więc zabraliśmy je ze sobą pod pachą. Wjazd okazał się być dopiero połową sukcesu! Nabrzeża nie są identyczne i o ile wjazd poszedł w miarę lekko to zjazd był już na żyletki. Dziób autobusu szorował o najazd ale się udało. Jesteśmy na Olchonie! Na razie wiemy o nim niewiele. Jedyna droga to szutrowa tarka. Krajobraz stepowo-księżycowy i Bajkał wszędzie dookoła. Co bardzo nas cieszy, temperatura powietrza, nawet wieczorem, jest przyjemna. Jutro opowiemy wam więcej o tej największej i najdziwniejszej wyspie na Bajkale.

Bilans dnia:
- udane zakończenie pobytu w Wierszynie,
- obalony mit dotyczący promu na Olchon.

 

View the embedded image gallery online at:
http://www.syberia2013.pl/wierszyna#sigProGalleria5c172fbd79

2014  Syberia2013  by Jaś